Sylwester 2014/2015


Tak się kalendarz ułożył, że jakby się kto uparł, mógł mieć osiem dni wolnego od pracy.
Bo przecież nie od tanga :-) Ubiegłoroczna impreza była krótsza, więc tym razem organizatorzy stanęli przed „dłuższym” wyzwaniem. Zaprosili odpowiednią ilość i jakość dj-ów. Zapewnili dodatkowe atrakcje. Postarali się.

Neorenesansowa Sala Redutowa w Bielsko – Białej jest stworzona, by gościć eleganckie towarzystwo. A takim niewątpliwie jesteśmy my, Tangueros. Tak więc postanowiłam nie kombinować, tylko na zakończenie starego roku i początek nowego, udać się w sprawdzone miejsce. Uwielbiam eleganckie wnętrza, dlatego witanie Nowego Roku w prawdziwej sali balowej jest tym, co lubię. I nie ja jedna.

1a

Elegancko balowaliśmy do samego rana.

O północy dj Przemek Mielcarek zapodał set muzyki nietangowej. Był rock&roll, Makarena, Lambada. Było „Jesteś szalona” – i bardzo dobrze. Ktoś tam próbował przez chwilę zasłaniać uszy, ale reszta z radochą poddała się prostym rytmom, śpiewając nieskomplikowane słowa.
W Nowy Rok ruszyliśmy na milongę do Grępielni (kompleks szkoleniowo – hotelowy). To była dobra okazja do nawiązania nowych znajomości.
Ale prawdziwe szaleństwo zaczęło się w Szczyrku.

Beskid Tango Maraton 2015

Co tu się działo… co się działo…
W tym roku maraton odbył się w hotelu Orle Gniazdo. To ogromny obiekt, więc mógł pomieścić dwa razy tyle ludzi co schronisko na Szyndzielni w roku ubiegłym. Duża sala z wyśmienitym parkietem i stolikami pozwalała na bardzo wygodne tańczenie (lub nie) prawie 200 osób z różnych stron świata. Komfortowe pokoje i restauracja z pysznymi posiłkami dopełniały całości: mogliśmy w międzyczasie regenerować siły.

Tyle że nie zawsze to wychodziło.

Kiedy mieszka się w innym miejscu niż tańczy, człowiek opuszczający budynek spokojnie dociera do miejsca chwilowego spoczynku i idzie spać. Jak się mieszka tam, gdzie się tańczy, to nie jest takie proste, a i czasu na sen szkoda. Bo po śniadaniu – skoro już grają – wchodzi się tylko na moment, żeby zobaczyć kto jest. A że dj – e grający w południe nieśli muzyką i zawsze ktoś był, to moment trwał cztery godziny. Zwłaszcza w sobotę. Jak się człowiek wyrwał na chwilę, żeby się odświeżyć i przebrać, to zaraz mu było żal, że coś go omija. Więc szło się z powrotem na kolejne trzy godziny. Wieczorne pójście na przebranie się pozwoliło złapać drzemkę, ale jak się wróciło, to do rana się zostało. Dobrze, że o 6.00. zaczynała się przerwa techniczna. Z czystym sumieniem można było iść spać.

2a

Pory posiłków były pod tangowiczów – ekstremistów.

Śniadanie serwowane do godz. 12.00. pozwoliło się wyspać. Kanapki ze świeżutką bułką o 15.00. odświeżały siły. Pyszny obiad o 22.00. pozwolił zasilić akumulatory, by bez przeszkód tangolić do rana, często do ostatniej tandy. Były głosy, że obiad powinien być w porze kanapek. Moim zdaniem maraton tanga to nie sanatorium i właśnie w nocy tangowi ekstremiści potrzebowali głównego zasilenia.

„Głosy” to osobny temat.

Zawsze się znajdą marudy, nie biorące pod uwagę, że na pewne rzeczy organizatorzy nie mają wpływu, chociaż się starają. Przecież to nie oni rozgotowali kluski w Sylwestra. A to oni mieli na głowie ludzi z różnych stron i ich nieuważność. Cierpliwie odpowiadali na mejle z pytaniami typu: „Sylwester w Bielsko – Białej jest w jakim mieście?” albo: „którego jest bal sylwestrowy?”. Przyznam się, że sama też nazawracałam głowę: co prawda nie zadawałam pytań, ale zmieniałam ze cztery razy koncept przyjazdu, co wiązało się ze zmianą rezerwacji pokoju (najpierw miałam być sama, potem z córką i psem, potem tylko z psem, w efekcie pojechałam z osobą towarzyszącą nie będącą córką ani psem). Mało kto wydrukował i miał przy sobie informacje, co, gdzie i kiedy. Transport z lotnisk to osobne zagadnienie (ludzie mieli dokładną instrukcję, co robić, tyle że niektórzy nawet jej nie przeczytali).

Przednie tangolenie wynagrodziło wszystko.

Odkryłam wielu muzykalnych Tangueros, którzy do tej pory ukrywali się przede mną w innych miastach i państwach  Po raz pierwszy zatańczyłam z kolegami z Warszawy, którzy do tej pory jakoś się do mnie nie garnęli. Obcy teren ich ośmielił. Porozmawiałam z tangowymi koleżankami, z którymi nie mam na co dzień kontaktu. Bliżej poznałam ludzi znanych z widzenia.

Taki wyjazd to doskonała okazja do poszerzenia listy tangowych kontaktów.

Jeśli zna się kogoś z widzenia, podczas trzydniowego wspólnego pobytu łatwiej jest nawiązać bezpośrednią relację. A jak się nie zna, łatwiej poznać – będzie przyjemniej na następnej dużej imprezie. Jednym idzie to lepiej, innym gorzej. Ja nie jestem wzrokowcem i przez to miewam krępujące sytuacje z osobami, które kiedyś poznałam, ale teraz kogoś nie rozpoznałam i nie przywitałam się. Nie wiem, ile osób się obraziło myśląc, że je ignoruję (to nie to! Bez okularów na odległość słabo widzę, a i w okularach różnie to bywa). Była taka sytuacja, że podszedł do mnie pan, przywitał się. Po mojej głupawej minie zorientował się, że go nie poznaję. Powiedział, że byliśmy razem na majówce. Zrobiło mi się głupio. Po czym zobaczyłam go na parkiecie i doznałam olśnienia: ależ tak! Skojarzyłam go po… żonie :-)

Pidżama party

Nie każdy lubi przebieranki. I rozbieranki. Nie każdy jest gotowy do publicznego paradowania w piżamie. Ale sporo z nas specjalnie na tę okazję się przygotowało i zakupiło piżamki, bo na co dzień śpi… różnie (ja również zakupiłam stosowne spodnie w pudelki). To cudowne, że tylu z nas ma dystans do siebie. Rozumiem, że niektórzy obawiają się zdjęć (z różnych względów, ich sprawa). Są osoby, które z niesmakiem podchodzą do takich hopsztosów, uważając, że takie pomysły uwłaczają elegancji tanga. Widać nie znają jego historii. Nie jest to taniec salonowy, i nie tańczyło się go we frakach, bynajmniej :-)

Na szczęście większość niczego się nie obawia i tłumnie realizuje moją fantazję tańczenia w piżamach, koszulach, podomkach, bonżurkach i peniuarach, dokładając bambosze, szlafmyce i czepki. W ubiegłym roku sporo pań poszło w kreację sexy, w tym więcej było z jajem. Mamy kolejne pomysły i już szykujemy się na następny rok :-)

3a

P.S. Niestety w tym roku wydarzyła się tragedia. Jak napisał kolega Ojciec W. na swojej tablicy:
„Ta radość trwała tylko do feralnej wiadomości. Przyjaciele!
Podczas pierwszej nocy Maratonu spaliło się mieszkanie naszej przyjaciółki,
jednej z uczestniczek Maratonu. Pomóżmy koleżance!
Stowarzyszenie Tanga Argentyńskiego Bielsko-Buenos Tango
43-309 Bielsko-Biała, Zajączka 14
Numer konta: 50 1950 0001 2006 0379 7639 0002
Hasło: „Danusia”
Zachęcam do odwiedzenia strony Stowarzyszenia BB – tam są informacje, jak jeszcze – poza wpłatami – można pomóc. Jesteśmy tangową rodziną, warto się wspierać.