Poznań: Ocho Pasos w Teatrze Ósmego Dnia


Impreza odbyła się ponad tydzień temu, a ja nadal jestem pełna pozytywnych emocji. Z napisaniem relacji specjalnie odczekałam. Byłam sama siebie ciekawa, czy po kilku dniach minie mi zachwyt. Nie minął. Trzyma. Z czego cieszę się potrójnie:

1. Kolejna bardzo udana tangowa impreza. Aby na niej być, przełożyłam moją osobistą rodzinną uroczystość. Na początku chciałam przyjechać tylko na milongę, uznając, że skoro na koncercie nie można tańczyć, to po co jechać. Oj dobra, są tacy, co lubią słuchać – i dla nich w głównej mierze był ten koncert, bo przyszło sporo ludzi nietańczących. Dla mnie osobiście słuchanie tang i nie tańczenie to katusze. Tak mam i już. Tutaj też je przeżyłam. Całe moje krzesło chodziło, bo gra Sextetu mnie niosła. Ale takie katusze warto było przeżyć, zwłaszcza że po koncercie i technicznej przerwie, w której można było bez straty dla tańca kupić buty Zohy i biżuterię Heni, ruszyliśmy w tango przy muzyce na żywo granej przez ten sam Sextet: Marcin Spereira (gitara basowa), Marlena Grodzicka Myślak (skrzypce), Ariel Ramirez (bandoneon), Dominika Białostocka (gitara), Darek Samerdak (piano), Joao de Sousa (śpiew).

1 Och (1)

2. Pokochałam Poznań i poznaniaków. Stało się to w ubiegłym roku, na Pierwszym Poznańskim Tangoweekendzie (relacja tutaj). Bardzo się cieszę, że do poznańskiej letniej imprezy doszła zimowa. Wiem, że organizatorzy Ocho Pasos: Michał Kaczmarek, Anna Kochnowicz – Kann i dyrekcja Teatru Ósmego Dnia już myślą o kolejnych wydarzeniach. Myślcie, Kochani, bo dobrze Wam to idzie i służy wspólnemu tangowemu dobru!

3. Cieszę się z udanej w 1000% imprezy także ze względu na osobistą sympatię do Michała, jego żony Iwony i Ariela, a także Ani, którą dopiero poznałam, ale czuję, że nadajemy na tych samych falach. Pracownicy teatru są także bardzo sympatyczni i otwarci. Wiadomo, że nie wszystko da się przewidzieć i czasem organizatorzy stawiani są przed wyzwaniem poradzenia sobie z jakąś niedogodnością. Tutaj tego NIE było. Impreza chyba była pod opieką sił wyższych: choćby największy upierdliwiec świata bardzo się uparł, to NAPRAWDĘ nie miałby się do czego przyczepić. Koncert był rewelacyjny. Wszyscy muzycy energetyczni. Zagrane utwory wyrywały z krzeseł. Mnie osobiście bardzo urzekł rozciągnięty bandoneon Ariela (o matko, jaki on długi!) i niesamowita ekspresja skrzypaczki Marleny Grodzickiej – Myślak. Po secie muzyki na żywo Ariel przejął konsoletę i był także dj-em. Zagrał bardzo tanecznie, bez zbyt męczących muzycznych wyzwań :). Przestrzeń do krótkiego relaksu wygodna, zaplecze bufetowe także, ciepłota i natlenienie akuratne. Służby operacyjne doniosły, że uczestnicy warsztatów z Joh Cabrerą także byli bardzo zadowoleni.

2 Och

Poznań obfituje w legendarne miejsca. Teatr Ósmego Dnia, będący niedawno miejscem personalnych przepychanek, ma jednak dobrą energię, wygodne wnętrze i przyjaznych pracowników. Nie zrobi się tam imprezy na 300 osób, ale gdyby udało się robić Ocho Pasos co rok, organizatorzy muszą przygotować się na zalew zgłoszeń i trudną sztukę selekcji. Już teraz, podczas pierwszej edycji, wszystkie miejsca zostały wyprzedane. Jestem pewna, że fama o bardzo udanej imprezie szybko się rozejdzie. Poznań jest w świetnym miejscu komunikacyjnym, łatwo dojechać – aż dziw, że w tym roku mało było warszawiaków. Niech żałują.

TUTAJ znajdziecie krótką fotorelację z wydarzenia.