Pierwszy Poznański Tango Weekend – następny za rok


Pierwszy weekend sierpnia należał do Poznania. Trójka tangowych zapaleńców wymyśliła sobie koncert Perfume de Mujer. Dołożyli milongę. Potem drugą, trzecią, zwiedzanie miasta, pokazy… I z pewną taką nieśmiałością wyszło na to, że z jednego koncertu „zrobiła się” potężna impreza, która – mam nadzieję – wpisze się na stałe w coroczny tangowy terminarz.

Milonga-otwarcia

Koncert, czyli stylowy start

Całość rozpoczęło Perfume de Mujer w składzie: Aneta Pajek (bandoneon) i Caio Rodrigues (gitara i śpiew). Koncert odbył się w Poema Cafe Kawiarnia Artystyczna, perfekcyjnie i z oddaniem prowadzonej przez naszą poznańską Tanguerę, Agatę Amelię Wawrzyniak. Kto choć raz słyszał, jak zespół gra, wie, że są cudowni. Nogi rwały się do tańca, ale pupy musiały zostać na krzesłach. Kawiarnia jest kameralna, publiczność wypełniła każdy centymetr, tego wieczoru póki co musiało wystarczyć słuchanie.

Perfume de Mujer

Milonga otwarcia

Po koncercie przenieśliśmy się do hotelu Mercure , który wytrwale nas gościł przez kolejne trzy dni. Tu odbywały się milongi i warsztaty. Podczas tej pierwszej, powitalnej, wystąpiła znana i lubiana para: Beata Maia Gellert i Marek Matysiak. W kuluarach porównywano ten pokaz z tym z Brzegu. Moim zdaniem takie porównania nie mają sensu. Wszystkie pokazy są inne, i chyba o to chodzi. W różnych przestrzeniach różnie odbierane. Ten konkretny był dość spokojny, ale technicznie świetny. Jak się wiedziało, na co patrzeć, to była prawdziwa uczta, zwłaszcza dla kobiet. Nie, Marek nie był głównym smakołykiem. Stopy Mai: oszczędne w płynnych ozdobnikach, eleganckie, perfekcyjne. Jestem pewna, że ta z nas, która zwróciła na nie uwagę, już myśli o warsztacie „ze stawiania stóp”.

Maia i Marek

Pierwsza milonga na pierwszym poznańskim tangoweekendzie przebiegła dość ostrożnie. Część osób wolała przyglądać się parkietowi niż korzystać z muzyki dj Łukasza. „Zapłacone – można siedzieć”. Wpadła mi taka myśl: może na moich imprezach miejsca siedzące będą dwa razy droższe niż tańczące… ;)

Wycieczka miastoznawcza

Uzbrojeni w aparaty fotograficzne, doskonałe humory i najlepszego przewodnika wśród tangueros: Michała Kaczmarka, sobotnie popołudnie rozpoczęliśmy od podziwiania panoramy Poznania. Z dachu hotelu Mercure dopiero widać, że jest to miasto pełne zieleni. A na dach nie każdego wpuszczają. Powiem więcej: nie wpuszczają nikogo. A my proszę! Mam nadzieję, że przychylność Pana Dyrektora w przyszłym roku zaprowadzi tam kolejną grupę, a Jego samego doprowadzi do owocnego cabeceo i na parkiet.

To był początek zwiedzania. W dalszej części Michał poprowadził nas gdzie trzeba i na ile wystarczyło czasu. Opowiadał bardzo ciekawie, tak więc poznaliśmy ważną część historii Poznania. Ja byłam pierwszy raz, a ponieważ zostawiłam okulary słoneczne, już się cieszę na powrót. Wycieczkę zakończyliśmy na Starówce, w ogródku Browarii, przy świeżo ważonym piwie. Mniam.

Poznań

Fashion Tango Show

Sobotni wieczór rozpoczął pokaz mody tangowej. W kreacjach z butiku Bella – Arabella nasze tanguery prezentowały się bardzo atrakcyjnie. Całości dopełniły buty Elante oraz biżuteria zaprojektowana i ręcznie zrobiona przez Henię Nowacką – miłą, ciepłą, utalentowaną poznańską Tanguerę i Artystkę. Się działo! Panowie pozazdrościli. Służby operacyjne doniosły, że istniało duże prawdopodobieństwo podjęcia przez dwóch parkietowych salonowców próby wbicia się w kiecki i pantofelki. W ramach prewencji szybko przyozdobiono ich gustownymi naszyjnikami, które nadały szyku także ich kreacjom.

Faceci

Gorączka sobotniej nocy

Po krótkim oddechu rozpoczęła się druga weekendowa milonga. Playlistą kierował Robert Kandefer, znany jako Dj Robert K!, który tak dobrał muzykę, aby nie konkurować z atrakcją wieczoru, czyli Perfume de Mujer. W dwóch setach ten świetny duet przygrywał nam do tańca, a pomiędzy setami dj studził emocje, abyśmy mieli siły na całą milongę (na koniec dał czadu i dostał duże brawa). A wiadomo, że jak muzyka na żywo, to nie ma tand. Nie trzeba się zaraz żegnać. Nie ma obaw, że cortina zakończy wspólną podróż. Trafić w abrazo odpowiedniego partnera… Miałam to szczęście.
Dodatkową atrakcją wieczoru był niezapowiedziany pokaz gości z… Brazylii: Sirley Paplewski i Fabio Martins zatańczyli escenario. Plastyczna gra twarzy Sirley, niespotykana u par tańczących tradycyjnie, dodawała całości pikanterii. Dla wielbicieli tego typu show było to interesujące przedstawienie. Dla mnie ta para jest wyjątkowa pod względem socjalnym, co także jest rzadko spotykane u naszych par. Sirley i Fabio okazali się bardzo przystępni, chętni do rozmowy i tańczenia. Zarówno Sirley, jak i Fabio nie unikali wzroku naszych tangueros. Wręcz przeciwnie. Sirley bez łaski wychodziła na parkiet z każdym, kto odważył się wyrazić na to chęć. Fabio także bez łaski podejmował damskie spojrzenia, sam również patrzył, bynajmniej nie w sufit czy podłogę, nie bronił się przed cabeceo, sam je inicjował. Jaka miła odmiana po nadętych parach polskich, argentyńskich i mieszanych, zmęczonych zatańczonymi czterema tańcami.

Sirley i Fabio

Niewątpliwie nazwisko Paplewski brzmi swojsko, o czym podczas wycieczki po Poznaniu jeszcze nie wiedziałam. Kiedy Sirley usiłowała odczytać nazwę ulicy: Franciszkańska, podpowiedziałam, żeby powtórzyła: czterdzieści cztery. Złapała się za głowę, ale dała radę, co np. przekracza możliwości takich Francuzów (sprawdziłam. Doskonały ubaw, gdy łamią języki :)).

To ostatnia niedziela…

…pierwszego Poznańskiego Tango Weekendu nadeszła nieubłaganie. Pożegnalna milonga zgromadziła kilkanaście par. Było lekko i wesoło. Dj Paweł wpasował się z muzyką w ogólny nastrój. W przedostatniej tandzie razem z Markiem M. zrobili psikusa i zamiast zatańczyć z wypatrującymi ich dziewczynami, zatańczyli ze sobą. Marek z wdzięczną nieporadnością robił voleo i z takim zaangażowaniem oplatał Pawła nóżką, że mu wybaczyły.
Zdjęcia z imprezy znajdziecie w grupie poznańskiego tango weekendu. Do ilustracji niniejszego wpisu posłużyły mi zdjęcia własne oraz Roberta Kandefera.

Co przed nami?

W zależności od upodobań:
Dla wielbicieli dużych imprez: festiwal w Krakowie

Dla żądnych podniesienia swoich tangowych kwalifikacji w dobrym stylu i wygodnym miejscu: warsztaty w hotelu Ossa

O wrześniu poinformuję niebawem.

Kalendarz tangowych imprez się zagęszcza.

Prowadzenie go ma sens i ja już na swój użytek to robię. Pierwsze moje zapiski co do wydarzeń tegorocznych nakazały mi zweryfikować moje organizacyjne plany na rok przyszły. Ogłosiłam, że zorganizuję festiwal w Mazurolandii. I zrobię to, ale nie w pierwszy weekend lipca, jak zakomunikowałam, bo on od zarania należy do Nałęczowa. Czekam także na termin magicznego Brzegu. W pierwszy weekend sierpnia wpisuję Poznań. Mam nadzieję, że w styczniu i czerwcu odbędzie się Warsaw Tango Weekend. Bielsko – Biała, debiutując w ubiegłym roku balem sylwestrowym i maratonem, już zadbała o to, by ludzie mieli świadomość nadchodzącego kolejnego takiego wydarzenia właśnie tam.

Ideałem by było, gdyby organizatorzy tangowych imprez zechcieli informować o swoich planach z wyprzedzeniem. Bez szczegółów, ale z informacją: ta data jest nasza. Portal tangowy jest dobrym miejscem do bycia bankiem dat. Na ochotnika mogę prowadzić kalendarz. Jak wiadomo, że „coś będzie na rzeczy”, a inny organizator chce wskoczyć w dany termin, ma możliwość, żeby się zastanowić, czy na pewno nie może wybrać innego.

Taki mam pomysł. Czy się przyjmie – zależy od organizatorów. A jak nie, to nie, o!