Pełnia lata w rytmie tanga


To lato obrodziło w tangowe wydarzenia. To znaczy, że jest zapotrzebowanie, czyli środowisko się rozwija. Może w niezbyt szalonym tempie, ale wystarczająco, aby każda z imprez miała swoich uczestników.

Co przed nami?
W pierwszy weekend sierpnia zaprasza nas Poznań. Taką imprezę organizuje po raz pierwszy. Ten, kto kiedykolwiek cokolwiek organizował, wie, ile to wymaga wysiłku. Koncerty, milongi, zwiedzanie Pyrlandii pod skrzydłami przewodnika – warto tam być. Szczegóły tutaj.

Zdążymy trochę odpocząć, i mamy dwie imprezy do wyboru: festiwalową – II Krakow Summer Tango Weekend oraz warsztatową w centralnej Polsce, z wypasionym programem i świetnymi nauczycielami: Jackiem Mazurkiewiczem i Moniką Sitek.

Terminy się nałożyły, ale że to długi weekend, a imprezy są innego typu, każdy znajdzie coś dla siebie.

A co za nami?

VII Magiczny Festiwal Tanga w Brzegu. Nazwa nie jest przypadkowa. Afterki i beforki w klimatycznej Herbaciarni, milongi w sali Ratusza Rady Miasta Brzeg oraz na dziedzińcu Zamku Piastów Śląskich, doskonała muzyka, dbający Gospodarze, klimat, tłum ludzi z najróżniejszych zakątków Polski i świata… W „międzyczasie” warsztaty z Magdą Skawińską i Michałem Wójcikiem, a podczas sobotniej milongi pokaz tej pary oraz pokaz Beaty Mai Gellert i Marka Matysiaka.

Atmosfera była naprawdę gorąca. Takie wydarzenie to okazja do spotkania ze znajomymi, których na co dzień nie ma pod ręką. Warto już wypatrywać wydarzenia za rok.

Brzeg

Tydzień wcześniej całą ekipą pojechaliśmy na sobotnią milongę do Pałacu Małachowskich w Nałęczowie. Z powodu wszelakich zajęć dotarliśmy późnym wieczorem i już żałuję! Pięknie tam! Park, spowity ciemnością, i tak nie zdołał skryć swych wdzięków. A sala pałacu…
No cóż.

Ja KOCHAM pałace. Paulinę i Janka też. Uważam, że raz w roku, zwykle w pierwszą sobotę lipca, po prostu trzeba tam być!

Nałęczów

Tangowe lato rozpoczął Warsaw Tango Weekend, który odbył się jak zwykle w przepięknej sali Pałacu Prymasowskiego w Warszawie (tak, znowu pałac :-) ). Były pokazy (w piątek zachwycali się fani tango show, w sobotę wielbiciele tango de salon), loteria, bufet z przyjaznymi cenami, stoiska z tangowymi kreacjami i butami. I przede wszystkim fantastyczny parkiet. To jedyna tak duża impreza w Warszawie. Już jestem ciekawa, jaka będzie kolejna edycja.

Popołudniowa milonga pod fontanną (dosłownie!), wchodząca w skład WTW, zrobiła furorę. Dj Wilk zapodał fantastyczną muzę. Na tyle, że jak ogłosił ostatnią tandę, to tylko gapy poszły. Bystrzaki nie dały się przepędzić i tangoliły prawie godzinę dłużej. Pogoda była bosssska. Gorąco, ale z przewiewem. Na początku dość nieśmiało, potem bez krępacji, tangueros zanurzyli się w orzeźwiających strumieniach tryskających z przeróżnych dziurek w nieprzewidzianych momentach. To była zdecydowanie – w najprzyjemniejszy sposób -najbardziej wilgotna milonga w tym roku.

fontanna

Był jeszcze Maraton Truskawkowy w Łodzi. Dla mnie bardzo udany. Mnóstwo nowych objęć podczas FANTASTYCZNEJ muzyki sprawił, że do tej pory we mnie tkwi.

Warto podkreślić, że było – co ma nie lada znaczenie dla strudzonych tangueros – bardzo dużo wygodnego miejsca do odpoczynku, a przez cały czas trwania imprezy można było posilić się pysznymi zupami. Moim zdaniem, skromny ciepły posiłek dostępny podczas maratonu bez przerwy jest o wiele praktyczniejszym rozwiązaniem niż wjazd cateringu na półtorej godziny. Zachęcam organizatorów innych maratonów do rozpatrzenia tej opcji :-). Ostatnia milonga w pięknej sali zrekompensowała czarne figle poprzedniego parkietu.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym wydarzeniu. Nie była to milonga, a koncert zespołu „Rojotango Ensemble”, wyświetlony w ramach 14 Festiwalu Ogrody Muzyczne na Zamku Królewskim w Warszawie. Trafiłam tam dzięki Ani S., która na swojej fejbukowej ścianie publikuje fajne wydarzenia.

Śpiewał Erwin Schrott, śpiewak operowy pochodzący z Urugwaju (bas – baryton!), który robi międzynarodową karierę na scenach operowych: Mediolanu, Londynu, Wiednia, Berlina, Paryża. Poza fantastycznym, głębokim głosem ma ciepły uśmiech i urodę portugalskiego piłkarza. Bardzo przyjemnie się go słucha i bardzo miło się na niego patrzy. Na uwagę zasługuje występujący razem z nim bandoneonista. Operatorowi kamery udało się uchwycić kilka momentów, kiedy niosła go muzyka, a wtedy niesamowicie pracowała jego twarz, drżały mięśnie, które tylko ekstaza może uruchomić.

Erwin

W repertuarze znalazły się utwory m.in. Astora Piazzoli (ale ale! „Oblivion” zdecydowanie wolę w interpretacji naszej fantastycznej mezzosopranistki Izabeli Kopeć!) i Pabla Zieglera.

Przed projekcją Beata Maia Gellert krótko opowiedziała zgromadzonej publiczności o istocie tanga. Z Markiem Matysiakiem zatańczyli jedno tango. Takie, jak się tańczy na milongach. Lekkie, wdzięczne, bez udziwnień i jeziora łabędziego.

Tango jest nieskończone.

Bogactwo interpretacji utworów daje pole do popisu naszym dj-om w poszukiwaniu innych aranżacji znanych utworów. Jak dobrze, że tango to taka obfitość. Który z dj – ów umie do niej dotrzeć, ten mistrz!