Lato, lato! Subiektywny przewodnik po imprezach


Ostatnio po pogodzie tego nie widać, ale fakt jest faktem: lato nadchodzi. A wraz z nim MNÓSTWO tangowej przyjemności. Normalnie aż tyle, że od samego pomyślunku czuję się zachłyśnięta tą obfitością. Bardzo się cieszę, że tangueros mają różne możliwości na terenie całego kraju (i nie tylko), aby w sympatycznej atmosferze szlifować swój tangowy sznyt. Oprócz wszelakich zajęć, coraz więcej jest milong: tych regularnych, jak i okazjonalnych.

Po pierwsze: przedletnio.

Czyli całkiem wiosennie spotykamy się w sobotę, 7 czerwca o godz. 15.00., w klubokawiarni „Mam Ochotę”. Dawnośmy popołudniowo nie milongowali, czas najwyższy. Warto się wybrać, bo NIE będziemy spotykać się co tydzień. Weszliśmy w tryb wakacyjny: wyjazdy, lenistwo, takie tam… Ale okazjonalnych szaleństw wypatrujcie

Mam Och

Po drugie: nie ma!

Corocznej fety urodzinowej Janka i Tadka. Szkoda. Tadka ostatnio mało widać i w ogóle nie słychać. Zeźlił się, bo „nie jest rozumiany”, to nie będzie w swych obszernych progach poił i zabawiał bandy artystycznych niedouków. Myślałam, że jednak jest ponad pewne rzeczy, ale każdemu wolno się pomylić.

Po trzecie: jest impreza, o której nie będę pisała.

I to taka już całkiem letnia, cykliczna. Ale jej organizator jakoś chyba mnie na niej nie chce. W zeszłym roku dał znać trzy dni wcześniej, że jednak zaprasza. No niestety miałam inne plany. W tym roku robi wszystko, żeby zniechęcić mnie do przyjazdu. Wysłałam zgłoszenie jak należało, punkt w godzinę, od której można było. I co? Bredzi jakieś dyrdymały, w które sam nie wierzy. Widocznie boi się, że coś opiszę, więc: sza!

Po czwarte: 22 czerwca. Impreza dla wybrańców.

A tak! Niebawem wybrane przeze mnie osoby dostaną na nią zaproszenie. Będzie to impreza artystyczno – poetyczna z dużą dozą tanga, w przeuroczym miejscu nad Wisłą. Wianki, rozgwieżdżone niebo, wino, tango i my… Gospodarz, który zapewnia wszelakie atrakcje, upoważnił mnie do zebrania właściwego składu. Proszę niektórych o spodziewanie się. Selekcja: tylko mnie znane kryteria, o!

Po piąte: WTW, czyli: Warsaw Tango Weekend.

Ostatni weekend czerwca – tylko TAM! Lubię, bo:

  1. Organizatorzy błyskawicznie reagują na uwagi, dziękując za nie, a nie obrażając się;
  2. Parkiet Pałacu Prymasowskiego jest BOSKI!;
  3. DJ-e naprawdę dobrze zapodają;
  4. Jest to jedyna impreza w klimacie festiwalowym w Warszawie!
  5. Tangowe kreacje, buty, biżuteria – a co! Poprzymierzać warto, kupić można;
  6. Napitki i przekąski można nabyć w niezbyt zwariowanych cenach.
  7. Przy zapisach NIE trzeba uganiać się za facetem do rejestracji. Ja rozumiem ideę wyrównywania proporcji, ale czy to na pewno działa? Powiem tak: niektórzy z założenia nie używają cabeceo, a ja z założenia nie latam za facetami. Owszem, na początku mojej drogi czułam się odpowiedzialna za to, żebym miała z kim ćwiczyć (nauczyciele zresztą też byli pomocni). Teraz, skoro to ma być przyjemność, molestować nie będę i już. Dlatego WTW jak najbardziej TAK!

Na moje szczęście załapałam się na warsztaty z techniki u Arcymistrzyni Beaty Mai Gellert (jako że zapisałam się do grupy poniedziałkowej, póki co chadzam w czwartki…), więc moje pląsy mają szansę być zgrabniejsze. Powiem tak: NIE znoszę zajęć z techniki. Męczą mnie, są żmudne i nudne. Ale bez nich ni chuchu! A te – ku mojemu prawdziwemu zadziwieniu – całkiem mi się podobają. Zapomniałam co prawda, jaka była praca domowa, ale przecież nie doniesiecie, co nie?
Jakby ktoś chciał sobie przypomnieć/przybliżyć postać Arcymistrzyni – voila! Wzięłam na spytki:

Wywiad z Maią

Po szóste: Nałęczów.

Jak zwykle, organizowany przez Tangoladę, czyli Paulinę i Janka Woźniaków. Janka w rozmowie będę męczyć za jakiś czas (o ile nie odmówi heh), Paulinę już wypytałam o naprawdę różne aspekty…

wywiad z Pauliną

Przyjemne otoczenie, sympatyczne zajęcia – nic dodać, nic ująć!

Po siódme: Festiwal Tanga w Brzegu
Mateusz Stach już po raz siódmy zaprasza nas na magiczny festiwal w przepięknym otoczeniu. Za darmochę! Trzeba tylko zorganizować sobie nocleg (a właściwie: przedpołudnik, bo przecież od popołudnia, poprzez noc, aż do wczesnych godzin rannych – jak podają w kronikach policyjnych – będziemy tangolić, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie spał!). Ja dodatkowo zaopatrzę się w nowe sukienki.

Po ósme: Matki Boskiej Zielnej czy innej, ale świętej.
Ci, co mnie znają, wiedzą, że ze mną nie ma lipy i bylejakości. Ci, co nie znają, mogą poznać. Montujemy wyjazd (13-17 sierpnia – rezerwujcie termin! Oj, będzie się działo…) w sprawdzonym już składzie: ja organizuję (moja pierwsza profesja: pilot wycieczek. Zagranicznych co prawda, a o tym dalej), Kamila Jezierska potrenuje kobitki, Jacek Mazurkiewicz facetów. Z Kamilą niebawem sobie porozmawiam, z Jackiem i jego nieodłączną Tereską już to zrobiłam:

wywiad z Mazurkiewiczami

Swoją drogą: niekompetencja osób w działach handlowych hoteli przekracza wszelkie wyobrażenia. Sprawdzam różne miejsca. Żenła. Ciekawe, czy zarząd o tym wie? Że pracownica marketingu stwierdza, iż ich parkiet chyba nie wytrzyma naszych tańców, więc… mamy przywieźć swój…? To „najciekawsza” z dotychczasowych ofert hihihi…
Majówkę zrobiliśmy w Ossie. Wielki obiekt, perfekcyjnie zorganizowany. Obsługa fantastyczna. Dział handlowy również. Kuchnia – za dobra. Byliśmy, sprawdziliśmy (oni nas też). Negocjuję bardziej przystępną cenę, bo warunki treningowe i rozrywkowe są tam naprawdę genialne. Klub nocny – po milondze – cieszył się naszym uznaniem, tak jak afterki w zaciszu pewnego pokoju. Więc chyba święte święto jednak tam…

Po dziewiąte: jak zwykle: SyMfonia Serc i Tango – Integracja.

To stały punkt warszawskiego tangowego życia. 14 i 20 września – Zaczniemy na Krakowskim Przedmieściu, zakończymy na Dworcu Centralnym, a wszystko to w ramach kampanii społecznej i zapobieganiu wykluczeniu społecznemu osób chorych na stwardnienie rozsiane.

Po dziesiąte: już „poletnio”

Całkiem po letnim sezonie, 11-15 listopada, planuję wyjazd do Rzymu. I zabiorę ze sobą tych, którzy będą chcieli i dość szybko się na to szaleństwo zdecydują. A być tam i nie widzieć papieża – niemożliwe! Zatem pójdziemy na audiencję generalną, zasiądziemy w loży VIP. Franciszek osobiście się z nami przywita, zrobimy słit focię. Niektórym już wspominałam o tym moim pomyśle, nadszedł czas realizacji. Taki wyjazd ma dla mnie wymiar symboliczny, a nie kościelny. Ale dla wierzących to nie lada gratka, więc zapraszam. Z przyczyn oczywistych liczba miejsc będzie ograniczona. W ciągu dnia – dla chętnych – zwiedzanie Rzymu z przewodnikiem (Polka mieszkająca w Rzymie od dawna, bardzo fajnie oprowadza i opowiada), wieczorami oczywiście rzymskie milongi. Raj dla naszych kobitek! Wszystkie wiemy, że Włosi tańczą cudnie. Więc rezerwować termin! Szczegóły wkrótce. Zwłaszcza że nie będzie zbyt wiele czasu do namysłu, bo bilety lotnicze w przystępnej cenie nie poczekają.

Po jedenaste: to po trzecie już jest nieaktualne.
Jak to w życiu, sytuacja zmienia się dynamicznie :) Właśnie dostałam potwierdzenie możliwości uzyskania wejściówki. Tylko czy jeszcze ją chcę…?

Po dwunaste: dzielcie się!

Zachęcam organizatorów imprez tangowych do współpracy z Tango Nuestro. Myślenie, że rozgłos jest niepotrzebny, bo ludzie i tak przyjeżdżają, to moim zdaniem błąd. Zawsze jest fajnie przeczytać o czymś, w czym się nie mogło uczestniczyć. Przepływ informacji scala środowisko, a także je rozwija.
Sympatyków naszego portalu proszę o udostępnienie tego wpisu.