Idzie nowe!

To był dziwny rok.

Dla mnie osobiście trudny pod każdym względem, ale o tym pisałam gdzie indziej. Numerologicznie – trohę alchemii nie zaszkodzi, a co! – był to rok rozstań i kończenia, czasami trudnego i bolesnego. Nie ominęło to także naszego tangowego środowiska. Wiele milong zniknęło (w samej Warszawie nastąpiły chyba największe przetasowania w dziejach polskiego tanga, tylko Złota Milonga na szczęście niewzruszenie trwa…), kilkanaście par się rozpadło, niektórzy odeszli na zawsze…

Mam nadzieję, że najgorsze już za nami.

I że w roku kolejnym powstanie wiele ciekawych tangowo miejsc oraz zajęć. A zacznie chyba Poznań! Bardzo się cieszę, że wybiera się tam bardzo dobry nauczyciel i że to jedno z moich ulubionych tangowo miast zyska naprawdę świetne zajęcia. Mam nadzieję, że wszystko wypali jak należy, bo bardzo lubię patrzeć na realizację moich świetnych pomysłów :) O nauczaniu tak w ogóle napiszę kiedy indziej. A tera liczę, że w nadchodzącycm roku zaplanowane wydarzenia będą atrakcyjne i udane i że ogólnopolski tangowy świat zechce się wspierać. A nie jest z tym łatwo.
W listopadzie po wielu latach odbył się w Warszawie Pięrwszy Międzynarodowy Festiwal Tanga Recuerdo, zorganizowany przez Patrycję Cisowską i Jakuba Grzybka. Jest to para zawodowych tancerzy i nauczycieli tanga, znana bardziej na świecie niż w Polsce.

Nie mają czasu, by bywać na milongach i poznawać ludzi.

By bratać się z warszawiakami, o podróżach krajowych nie wspominając. Nie mają czasu, bo jeżdżą po świecie. Dzięki temu na polski festiwal mogli zaprosić świetne argentyńskie pary, jedne z najlepszych, i to trzy na raz! Miejsce festiwalu – aula Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej – było pięknie oświetlone, przestronne i przewiewne. Niezbyt łatwe do nagłośnienia, ale pierwsze koty za płoty. Od czwartku do niedzieli każda milonga miała pokaz (para piątkowa i sobotnia dała czadu i zatańczyła po pięć utworów), na warsztatach – komplety, na występie maestros w Teatrze Sabat sala pękała w szwach.

zdj-1

 

Tylko jakoś tak w rozmowie wyszło, że żadne środowisko nie zechciało tego wydarzenia wesprzeć informacyjnie na swoim terenie. Warszawa też nie była zbyt aktywna. Na milongach (opróz sobotniej, gdzie był tłum) mogłoby być więcej ludzi – z korzyścią dla wsszystkich, bo zawsze to nowe znajomości, nowe abrazos, nowe inspiracje… Zawistnikom uprzejmie donoszę, że mimo wszystko festiwal dopiął się finansowo i będzie druga edycja w listopadzie 2017.

Niech ten rok odejdzie precz!

Pożegnajmy starego dziada 2016 i powitajmy z przytupem jego następcę – oby już nie dziada… Możemy to zrobić w wielu miastach w Polsce: Poznaniu, Łodzi, Warszawie. I możemy oczywiście w jednej z najpiękniejszych neorenesansowych sal w Europie: Bielsko-Biała zaprasza (https://www.facebook.com/events/334929453563206/)! Miejsce przepiękne i przestronne, więc warto się wybrać! Można zorganizować sobie dłuższy wypoczynek i zostać do maratomu beskidzkiego, który odbędzie się w pierwszy weekend stycznia (https://www.facebook.com/events/307246296296417/ ). Wygodne pokoje, animatorki dla dzieci – jakby co!, rewelacyjny parkiet, pidżama party, i maratonowy hotel cały dla nas, w którym łatwo się integrować. Obie bielskie imprezy znajdziesz także poza Facebookiem (www.bbtango.pl ).

zdj-2

 

Po Szczyrku miękko wchodzimy w Warsaw Spontan Tango Maraton ( www.facebook.com/events/158885391244478/ ) – w nowym miejscu dopiero wykończonym, z energią organizatorek i dobrymi nastrojami. Czasem niektórzy nosem kręcili na niedociągnięcia pierwszej edycji, ale nie myli się, kto nic nie robi, a dziewczyny maja zapał, by było lepiej niż poprzednio – więc warto dać im szansę, zarejestrować się, zapłacić i przyjść.

zdj-3

Kiedy zaczynałam przygodę z tangiem, pisałamm, że nie lubię dużych imprez. Teraz wręcz przeciwnie: wolę własnie takie, bo lubię spotykać się z ludzmi z innych miast i państw. I wierz mi lub nie, ale rozwijasz się w tangu wtedy, kiedy smakujesz różnych objęć i różną dynamikę ciał. Lekcje, warsztaty – tak, ale jaki mają sens, jeśli potem zostajesz z tym na kanapie w domu? Nie wiem, jak to jest u innych, każdy ma trochę inaczej. Ja mam tak, że najbardziej lubię imprezy wyjazdowe. Wtedy całkowicie zagłębiam się w tamten swiat i odrywam od prozy życia. Miejscowy maraton to też zawsze większy wybór niż miejscowa milonga. Dlatego zapraszam Cię do Szczyrku i do Warszawy :)
A teraz – żegnam to, co stare… Zostawiam bez żalu… Ludzie, miejsca… one pozostają w sercu – jeśli kiedykolwiek w nim były… Teraklit zachęcał do tego, by w zmianach odnajdywać cel. Lęk to największy nasz wróg, potrafi sparaliżować wszystko. Dlatego wszystkim nam życzę odwagi!